koty pionSkoro jesteś na naszej stronie internetowej, zapewne lubisz koty. Co więcej, być może szukasz kota dla siebie i zafascynowała Cię ta sama rasa, co i nas.
Być może jesteś hodowcą i będziemy mogli nawiązać współpracę hodowlaną :-).
Tak, czy inaczej, zapraszamy. A więc poznajmy się :-).

Nasza historia nie jest łatwa, ani wyłącznie przyjemna. Obfituje w wiele wspaniałych, emocjonujących, ale i tragicznych zdarzeń.

Jest nas pięcioro: Kasia, Bartek, Marta, Maja, Natalia. Plus zwierzaki. Duuużo zwierzaków :-).

Koty są dla nas ważne. A koty norweskie - to już w ogóle :-). Fascynacja Norwegami nie przyszła jednak od razu.

Niemal jak w każdym domu, tak i w naszych rodzinnych domach, obecne były "dachowce". No dobra, w zasadzie - najpierw u Kasi. Do mojego domu rodzinnego pierwszego kota "europejskiego" przyniosła właśnie Kasia :-).

W naszym wspólnym (Kasia, ja plus dzieciaki) domu pierwsza kotka pojawiła się wczesną wiosną 2004 roku. Była to kotka rosyjska niebieska niebieska - marzenie Kasi. Pamiętam, jak gdzieś w lutym albo marcu jechaliśmy do Olsztyna w tajemnicy przed rodzicami (pomyśleli sobie: "kto to widział kupować kota za takie pieniądze i to jeszcze majac dwójkę malutkich dzieci w domu"). Już wtedy przez głowę przemknęła myśl: "załóżmy hodowlę". Ale chyba zabrakło nam odwagi, no i na pewno mentora.
Aaa!! - i ja wcale wtedy nie przepadałem aż tak bardzo za kotami (Cóż, podobno tylko krowa nie zmienia poglądów).
Pamiętam, że udało mi się wówczas namówić Kasię, żeby zapisała nas do nieistniejącego już kociego klubu w Gdańsku, przy ul Jaśkowa Dolina. Ale, oprócz zapisania się, nigdy nic z tym nie zrobiliśmy.

Atrolia (Demolka) była z nami blisko 12 lat. Smutek po jej odejściu po pewnym czasie wypełniła inna kotka rosyjska niebieska (Lenka).

A że podobno koty są jak chipsy i na jednym nie można poprzestać, to wkrótce do naszej rodziny najpierw dołączył przepiękny Julek (ukochany kotek Kasi. Tak ukochany, że dziś w telefonie przy moim numerze telefonu jest jego zdjęcie), a niedługo potem - malutka Irenka (tak naprawdę IRENE od Irene Adler - nasza cóka Marta jest fanką Sherlocka Holmesa), przygarnięta spod sklepowego śmietnika. Zarówno Julek, jak i Irene to koty znalezione na ulicy i wyadoptowane przez nas.

Warunkiem zgody na przygarnięcie "Śmietnika", jak pieszczotliwie nazywamy Irene, była zgoda rodziny na zakup naszego pierwszego kota norweskiego.

Niestety, w nieco ponad pół roku później, Julek, jak niedługo po nim, nasz mały NFO, odeszły za Tęczowy Most w dramatycznych okolicznościach. Były to chyba najbardziej traumatyczne chwile w naszym "kocim życiu".

Na szczęście ciągle były z nami: Irenka i Lenka, a czasami w odwiedziny wpadała kotka brytyjska mojej mamy.

Po pewnym czasie, trochę przypadkiem, a trochę celowo, w zaprzyjaźnionej dziś z nami hodowli Pievamore*PL Klaudii Dobosz znaleźliśmy Hokusa i jego siostrę Hewen. Pierwotnie nie miały być to koty hodowlane. Hewen zresztą szybko została szczęśliwą kastratką. Jednak okazało się, że Hokusowi jest pisany inny los i zatrzymał jajka :-).

Zaczęliśmy jednak z Hokusem jeździć na wystawy. Klimat wystawowy nas wciągnął, poznaliśmy wielu fajnych ludzi. Wszystko to spowodowało, że marzenia i plany sprzed ponad dekady wróciły. A że wiele rzeczy w życiu robimy od końca, przy akceptacji Klaudii, postanowiliśmy, że zaczniemy prowadzić domową hodowlę kotów, zaczynając ją od kocura :-).

06 czerwca 2017 oficjalnie zarejestrowaliśmy hodowlę pod nazwą 9Trees*PL, zgłosiliśmy się Cat Clubu Feniks w Głubczycach działającego pod auspicjami organizacji Felispolonia będącej z kolej członkiem FIFE i oficjalnie rozpoczęliśmy przygodę hodowlaną z kotami.

W sierpniu 2017 r. przyjechała do nas z dalekiej Kopenhagi cudowna szylkretka Quanah Galilahi (w domu Quna) z hodowli Cayica's Camilli Elsner, a pod koniec listopada - cudna czarna dymna kotka z hodowli Mrau ze Śląska Opolskiego od Iwony i Mirka Pieczykolanów - Yesabelle (Tequila).

04.07.2018 przyszedł na świat w naszej hodowli pierwszy miot A. Dumnymi rodzicami zostali Quna i Hokus. Na świat przyszło 6 kociąt. Niestety jeden chłopiec nie przeżył porodu, najmniejsza z miotu AQUNA odeszła w 4 dobie życia. Mimo heroicznej walki lekarzy i naszej o życie maluchów. Przeżyliśmy to bardzo. Na szczęście rozwój i dorastanie pozostałej czwórki (AKUKU, ALIENA, AKAIA i AVADY) dostarczyło i dostarcza dalej mnóstwo pozytywnych wrażeń :-).

UPDATE (19.08.2020): 
Na rok 2019 zaplanowaliśmy udział w wystawach i kupno kotki i kocura hodowlanego. Oba zamierzenia, nie bez trudu, udało nam się zrealizować. Wczesną wiosną 2019 przyjechała do nas z dalekiej Francji cudowna kotka Olivia des Bord du Rhin, a na początku września wymarzony, z cudownym rodowodem (takim prosto "z drzewa") Slytiger's Dalwhinnie - zapowiadający się na dużego, o przecudnym charakterze kocura. Niestety, po jednej z wystaw, w grudniu 2019, Whinnie nagle zachorował na zjadliwą panleukopenię i w ciągu zaledwie 36 godzin od pierwszych objawów przeniósł się do Krainy Wiecznych Łowów, czyli za Tęczowy Most. Stoczyliśmy najpierw krótką, ale niezwykle intensywną niestety przegraną bitwę o jego życie, a potem jeszcze kilkutygodniową walkę o życie i zdrowie pozostałych kotów, Święta Bożego Narodzenia spędzając w gabinetach Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej. Dzięki zaangażowaniu lekarzy udało się ocalić życie pozostałych kotów. Niestety Whinnonowi - nie. Whinnie
Stratę tego kociaka przeżyliśmy bardzo, stojąc o krok od zaprzestania przygody w hodowanie kotów. W zasadzie pierwsza połowa 2020 roku to było trochę jak balansowanie na krawędzi. 
Ale... podobno czas leczy rany... Może nie do końca, ale przynajmniej je zabliźnia. Z tej nierównej walki dzięki wsparciu kilku wspaniałych osób i przyjaciół z "kociego świata" po niezbędnej kwarantannie, wróciliśmy do kociego życia.
Chociaż, jak spoglądam na zdjęcia Whinona, wciąż rzadko potrafię powstrzymać łzy :-(.

Mamy nadzieję jednak, że dzięki tym traumatycznym doświadczeniom nasze koty będą jeszcze bardziej wykochane i wymiziane.

A już niedługo napiszemy o tym, co się zadzieje niebawem w naszej hodowli.

cdn. :-)

Jak widzicie zatem, nieśmiałe marzenie z młodości, nie bez trudu, udało się zrealizować dopiero po przeszło 13 latach :-).

Fajne w naszej historii jest to, ze udało nam się wciągnąć do kociego świata dzieciaki. Maja i Natalia stewardują na wystawach, Natka przy tym opowiada, żę będzie w przyszłości groomerem (to taki zwierzęcy fryzjer). Marta złapała bakcyla (sic! nie zapeszajmy :-)) po tym, jak przyszły na świat nasze pierwsze kocie dzieci.

Zwierzoludzkie stado w naszym domu uzupełniają długowłosy owczarek niemiecki (suczka) Indi Urban Team*PL oraz królik miniaturka Flo.

Koty ciągle nas zaskakują. Swoim zachowaniem, charakterem, zachowaniem w stadzie, czy wobec domowników. Staramy się o nich dowiedzieć jak najwięcej, uczyć, szkolić, podpatrywać bardziej doświadczonych hodowców, nawiązywać nowe kontakty i znajomości. I mieć dużo, bardzo dużo pokory... wobec tych zwierząt i sił natury.
Jedno jest pewne. Nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia bez sierściuchów.

Wszytko to robimy w czasie wolnym od nauki i pracy (tak, oboje z Kasią pracujemy zawodowo), często kosztem innych form spędzania czasu wolnego i wydatkowania pieniędzy. Tym bardziej cieszy, że możemy to robić razem z naszymi dziećmi.

Jeśli zainteresowała Cię nasza historia, zapraszamy do zapoznania się z naszymi zwierzakami, priorytetami i zasadami hodowlanymi.

Chcemy hodować zdrowe, silne, ładne "w typie" koty norweskie leśne. Dlatego z dużą troską i uwagą wybieramy koty do dalszej hodowli. Dobro zwierząt i zapewnienie im odpowiednich warunków życia jest dla nas priorytetem.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o naszych zwierzakach lub o kotach norweskich leśnych w ogóle, zapraszamy Cię do kontaktu przez FB, mailowego lub telefonicznego. Możesz nas spotkać też na wystawach kotów. Zapraszamy Cię do odwiedzenia nas w domu (czyli w hodowli) po wcześniejszym umówieniu się.

Kasia, Bartek & dziewczynki

 

nasze koty hokus 2

nasze koty quna

nasze koty tequila slajder1